"53 wojny": życie, które potrafi niszczyć

53 wojny film Ewy Bukowskiej, jej pełnometrażowy debiut, opowiada historię żony korespondenta wojennego. Skrupulatnie śledząc perspektywę kobiety ukazuje jej życie w momencie kiedy ta zostaje sama. Kiedy jej mąż wyjeżdża na kolejną wojnę. I właściwie tak bez końca. Bo jego podróże nie ustają, ledwo wraca do domu a w jego głowie już kolejny wyjazd. A bohaterka filmu nie jest w stanie poradzić sobie z tym w żaden sposób

/fot. Robert Jaworski/

Film inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami, które Grażyna Jagielska opisała w książce Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym. Ewa Bukowska podążyła tropem autorki i wszystkie uczucia które ta opisała w swoim dziele przeniosła na ekran. Od samego początku mierzymy się ze stresem, obsesjami i paranojami Anny (Magdalena Popławska). To z jej perspektywy obserwować będziemy każdą chwilę jej życia, czas który spędza z bliskimi, znajomymi, mężem i dziećmi. Kobieta ani na moment nas nie opuści, cały czas będzie prowadzić po swoich obsesjach. To co zobaczymy nie będzie niczym innym jak samotnością, z którą bohaterka będzie próbować sobie radzić. A raczej próbować się mierzyć, bo jej walka nie będzie ani łatwa ani przyjemna. Nieustanne zderzanie się z mężem, który nie potrafi zrezygnować ze swojej pracy i wyjazdów na wojnę, stopniowo będą zabijać kobietę. Tylko tu pojawi się pytanie czy to jedyny powód? Ja w Annie widziałam kobietę, która straciła własne życie. Niegdyś pracowała, podobnie jak mąż była dziennikarką, korespondentką, a teraz kim tak właściwie została?

/fot. Robert Jaworski/

Poza wychowywaniem dzieci, czekaniem na męża i nieustannymi próbami napisania czegoś, nie wygląda na osobę, która się stara. Jestem w stanie zrozumieć, że w tym układzie wygrywa miłość, ale kobiet podejmuje przecież próby żeby w końcu zacząć pracować, łączyć życie rodzinne z własną osobowością, odzyskać to zagubione „ja”. Tylko, że ona cały czas odbija się od ściany. Nie potrafi podjąć samodzielnie decyzji, tupnąć nogę i powiedzieć teraz jest tak jak ja chce. Pozwala na wszystko mężowi i podejrzewam że nie tylko jemu, a sama woli popaść w depresję. Mamy tutaj typową walkę ze stereotypem, z tym społecznym nakazem jakoby kobieta miała być tą która wychowuje i siedzi w domu. Może to ją blokuje. Ale przecież ona ma wsparcie. Z drugiej strony każdym swoim działaniem Anna pokazuje tylko to, że jest kobietą słabą, łatwo popadającą we własne stresy i problemy. Dlatego nie powinno nikogo dziwić kiedy faktycznie ta głęboka depresja ją dopada. Bardziej przejmujące jest to co dzieje się wokół niej. Nikt nawet nie próbuje jej pomóc. Matka, przyjaciółka, mąż. Wszyscy oddalają od siebie problem, udają że go nie ma. A Anna coraz bardziej się załamuje. I to w tym filmie jest naprawdę denerwujące. Nie potrafię sobie wyobrazić, że nikt nie chce jej pomóc, dosłownie nikt. Wszyscy przemykają przez jej życie i cichutko z niego uciekają.

/fot. Robert Jaworski/

Obok Anny rysuje nam się jeszcze obraz jej męża Witka (Michał Żurawski). Chociaż nie wiem czy słowo „rysuje” będzie tutaj odpowiednie, bo jest to obraz nikły. Witek znika z ekranu w każdym możliwym momencie. Widzimy go jako kochającego męża, który oprócz rodziny kocha również swoją pracę. Ona jest dla niego jak narkotyk i jest czymś naturalnym. Dlatego widza przestaje dziwić to, że mężczyzna z jednej podróży wskakuje w kolejną. Bardziej zaczyna dziwić go to jak w tej sytuacji zachowuje się Anna. Z jednej strony pokazanie sytuacji w ich rodzinie z perspektywy kobiety jest dobrym pomysłem i do pewnego momentu naprawdę interesującym, ale oglądanie powtarzających się sytuacji bez końca, to jak bohaterowie reagują na poszczególne zachowania i w końcu samo zakończenie psuje w tym dziele wszystko. Ten film mimo, że ma swój wstęp, rozwinięcie i zakończenie nie do końca zderza się ze światem w jaki na ekranie jesteśmy w stanie uwierzyć. Daleko nam do wszystkiego co widzimy. A przez to, że bohaterowie wciąż pozostają tacy sami, że ich zachowania i psychika się nie zmienia nie jesteśmy nawet w stanie za nimi podążyć. Brakuje tutaj tego momentu kiedy pojawia się jakaś refleksja, kiedy ktoś chociaż zastanowi się przez moment nad swoim życiem czy postępowaniem. A tutaj nawet śmierć przestaje być takim wyznacznikiem. Dlatego ta niezrozumiałość bohaterów i perspektywa która ani nie drgnie w swojej wymowie zaczynają ciążyć i spychać gdzieś ten film. Tak, że przechodzi on niezauważony. Kończymy go oglądać i nic.

53 wojny
reżyseria, scenariusz: Ewa Bukowska
zdjęcia: Tomasz Naumiuk
muzyka: Natalia Fiedorczuk-Cieślak
obsada: Magdalena Popławska, Michał Żurawski, Krzysztof Stroiński, Dorota Kolak
gatunek: film fabularny
premiera: 19 października 2018






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autor: Agnieszka Kobroń

Autor: Agnieszka Kobroń

Moja strona o TEATRZE

PAMIĘTAJ!

Wszystkie publikowane treści są moją własnością, o ile nie napisano inaczej. Proszę nie kopiować i nie rozpowszechniać ich bez mojej zgody.